To co się działo w dniu wczorajszym najlepiej było by pozostawić osłoną milczenia, aby nie powiedzieć za dużo, ale od tego mam tego bloga, aby kronikować wszystko. Te dobre i te gorsze momenty. Wczoraj był ten gorszy i to na każdym szczeblu. Dość powiedzieć, że po raz pierwszy od wielu, wielu lat żałowałem że przyjechałem na mecze, bo zwyczajnie mogłem spędzić ten dzień z rodziną.... z dzieckiem.
Cała frustracja nie wynika nawet z samych meczy, ale z całej otoczki. Po pierwsze - termin meczu. Kto ustala na termin meczu na godzinę 16 w niedzielę po Mistrzostwach Softballu U-18? Oczywiście prawdopodobnie chodziło o to, aby pierwsza drużyna "musiała" przyjść na boisko i pomóc przy organizacji finałów, aniżeli o nasz mecz. Zarząd ma totalnie w dupie pierwszą drużynę, sytuację w której się znajdujemy, brak trenera, itd. Najważniejsze są zdjęcia, wywiad do telewizji i jakiś artykuł w lokalnej prasie.
Po drugie - okazuje się że mamy czas do 21:30, bo do tej godziny są pracownicy Mosir. To już kolejna druga "ekipa", która ma totalnie w dupie, tym razem całą Rawę. Nikt mi nie potrafi odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak jest, skoro rok czy dwa temu graliśmy z Silesią do 22:30 czy z Piratami jeszcze chyba dłużej. Teraz się nie da i tyle.
Po trzecie - przeciwnicy. Poszła informacja, że Gepardy będą nam "pomagać" w przygotowaniu boiska. Bardziej przeszkadzali niż pomagali i jeszcze się rzucali do nas. Sytuacja wyglądała tak. Po 12 wyjeżdżam z Bełchatowa. Pogoda niepewna, prognozy każda mówi co innego, ale jedno jest pewne - będzie deszcz. Chwilowy, ale będzie. Pech chciał, że oberwanie chmury przyszło po godzinie 13. Docieram na boisko po godzinie 14. Finał softballu ledwo się zaczął i został przerwany. Wszyscy pracowali nad przywróceniem boiska softball do stanu używalności. Cała pierwsza drużyna zapieprzała. Udało się, finał się rozpoczął, ale oczywiście z opóźnieniem, więc start tych naszych meczy o 16 wiadome było od początku, że się nie uda.
Później trzeba było szykować boisko baseballowe. Żory śmieszki heheszki, zaczęli się bawić piłką do futbolu amerykańskiego, potem zaczęli rozgrzewkę gdy my ryliśmy na boisku. A później gdy boisko zostało naszykowane, my rozpoczęliśmy rozgrzewkę, finał softballu się skończył - trzeba było sprzątnąć płot. I oczywiście Żory nie pomogli, bo cytuję: "oni nie będą zapierdalać, gdy my się rozgrzewamy". To nie ważne, że oni już wcześniej mieli czas na rozgrzewkę.
Mimo to nie winię ich aż tak bardzo. Te mecze nie powinny być rozgrywane wczoraj o tej godzinie. Po prostu. Jeżeli w harmonogramie mecz ma się skończyć o 15, to wiadome że najwcześniej realnie skończy się o 17. Dodatkowo przez limit czasowy do 21:30 i tak mieliśmy szansę rozegrać raczej tylko jeden mecz, a drugi miał być w tygodniu. Kuriozum, zwłaszcza dla mnie - osoby dojeżdżającej ponad 170km na mecz.




