Czas na wyjątkowy obiekt, bo to tutaj miał miejsce mój debiut w rozgrywkach baseballowych w Polsce, a było to podczas Pucharu Polski w kwietniu 2010 roku w Osielsku. To boisko z dość długą historią, jedno z pierwszych w naszym kraju. Nie znam dokładnej daty otwarcia, ale wiem, że w roku 2000 nadano mu imię Międzynarodowej Fundacji Młodych Baseballistów. W ogóle w Osielsku mają ciekawą historię, bo wszystko jest dziełem zapaleńców, a w miejscu gdzie jest boisko niegdyś rosły dęby, stąd też nazwa drużyny Dęby Osielsko. I to się szanuje. Już nie raz wspominałem na blogu, że nie podobają mi się angielskie nazwy drużyn w Polsce. Dziwnie brzmi takie małpowanie. Tutaj w Osielsku - naprawdę konkretna nazwa podparta konkretną historią.
Linia homerun tutaj jest dość zmienna i odległość zależnie od miejsca waha się od około 96 metrów do 109 metrów, co sprawia, że obiekt w Osielsku jest jednym z największych w Polsce. Jak widać bezpośrednie sąsiedztwo boiska dla dzieci zmusiło pofalowanie płotu końcowego.
Na boisku w Osielsku grałem bardzo dużą liczbę meczy z tego względu, że przez lata, Piraci Władysławowo rozgrywali właśnie tam swoje mecze domowe. Można więc powiedzieć, że był to mój baseballowy dom. Widziałem także wszystkie zmiany jakie zachodziły na tym obiekcie. Przez pierwsze lata trzeba było chodzić z szatni w szkole na boisko. Obecnie są już szatnie przy samym boisku. Ogólnie w małych miasteczkach chyba łatwiej stworzyć taką silną baseballową społeczność, niż w dużych miastach. Samo boisko nie jest idealne, miało swoje lepsze i gorsze lata. Na zapolu trawa jest dość twarda, zwłaszcza podczas upalnego lata.
W sieci natknąłem się na dość świeże informacje, że włodarze gminy myśleli o budowie nowego sportowego ośrodka wraz z boiskiem baseballowym w innej lokalizacji. A teren na którym obecnie jest boisko był by przeznaczony na coś innego. Nie wiem na ile to prawda, ale ciekawa informacja i kto wie czy za kilka lat to boisko nie przejdzie do historii.
Obecnie dzięki autostradom dojazd z Bełchatowa to niespełna 3,5 godziny. Ale w czasach mojego debiutu czyli w kwietniu 2010 roku - autostrady jeszcze nie było. Mecz mieliśmy zaplanowany na godzinę 14, a na miejscu mieliśmy być o 11. Dotarłem do informacji, że zbiórkę mieliśmy już o 4:30, a to znaczy, że liczyliśmy się z 6,5 godzin jazdy. Oczywiście pewnie wzięliśmy pod uwagę spory zapas, w końcu to zaledwie ok. 280km zwykłymi drogami, ale pamiętam jak dziś jak stawaliśmy gdzieś w polu (na powrocie) rozkładaliśmy mapę na masce i szukaliśmy jak wrócić. Niewiele takich momentów było w moim życiu, bo niedługo później pojawiły się nawigacje gps, ale kilka razy miałem do czynienia z mapami i wtedy sobie zdałem sprawę, że w sumie w szkole nigdy nas nie uczyli tak potrzebnej umiejętności jak czytanie map drogowych. Wróciliśmy z tego meczu chyba po 2 w nocy.
Ja sam meczu debiutu nie wspominam za dobrze. Z najlepszego zawodnika na podwórku, nagle nie potrafiłem odbić, dodatkowo przeżyłem mnóstwo stresu. Jako introwertyk, wiele nowych osób i tak dalej, i tak dalej. Ale nie poddałem się i całe szczęście trwałem dalej w baseballu.
W 2010 roku miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie w Osielsku w którym wziąłem udział. A mianowicie bicie rekordu guinessa w długości meczu softballowego. Graliśmy 5 dni non stop w softball. Był to piękny czas, który naprawdę miło wspominam. Było o tym głośno w mediach lokalnych i ogólnopolskich.
Kolejny obiekt, który zostanie opisany w tym cyklu, to mój obecny dom. Do usłyszenia jeszcze w tym tygodniu :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz