poniedziałek, 19 maja 2014

To już osiem lat...


Wracam do domu, rzucam tornister i już tylko czekam. Snuję się po domu bez celu, wypełniam czas czymkolwiek. Chciał bym aby była już godzina 16. Wybija jednak godzina 15, jem obiad, w tym samym czasie z nieba zaczyna lać deszcz. Chyba nigdy w życiu nie byłem tak wkurzony jak wtedy. Deszcz ustał, idę na dwór sprawdzić stan terenu. Nie jest źle. Wybija 16. Przychodzi Damian, Arek i Kuba. Idziemy za blok i zaczynamy przenosić piach z podwórkowej piaskownicy na niedaleki teren, jednak po raz kolejny następuje oberwanie chmury... chowamy się pod dachem pobliskiego lidla. Zdenerwowanie sięga zenitu. W końcu deszcz ustał, ale piach był mokry i ciężki... Mimo to pracujemy w pocie czoła, aby zdążyć. Nosimy kilogramy piachu w reklamówkach i własnych bluzach na pobliski teren, który miał być naszym nowym boiskiem. Udaje nam się zdążyć na czas... Przychodzi reszta chłopaków, a na niebie pojawia się słońce. W końcu słońce! Idę do domu po pałkę z lasu, specjalnie wystruganą i piłkę tenisową. Możemy zaczynać mecz. Marzenie z dzieciństwa właśnie się spełnia. Po kilku latach znów mogę zagrać w baseball na swoim podwórku. Udało się!

19 maj 2006r. Tak wyglądały przygotowania do pierwszego meczu KSSP Bełchatów w historii. Dalej kolorowo nie było nigdy... ale jakoś się udało i wciąż istniejemy. To już 8 lat. I choć powtarzali rodzice i znajomi, że to nam się znudzi, że szkoda pieniędzy na sprzęt, że pójdziesz do pracy to nie będzie Ci się chciało - nie mieli racji.

Lata mijają, a my wciąż gramy. Bez żadnego wsparcia finansowego, bez stabilnej kadry, bez własnego boiska, bez porządnego sprzętu. Wielu by narzekało, wielu by nie widziało sensu, wielu by się poddało... ale nie my. Nasza miłość jest zbyt wielka.

Tak wyglądał początek historii naszej drużyny, która wciąż trwa. I po tych ośmiu latach wiem jedno... - Boże, dziękuję Ci za baseball.

#58 OsA

poniedziałek, 5 maja 2014

Kolejny turniej z Rawą


W minioną sobotę rozgrywany był drugi turniej baseballowy grupy południowej w którym uczestniczyłem w barwach Rawy. Tym razem zwyciężyliśmy oba mecze, pokonując Gepardy Żory II 13:5 oraz Defenders 14:4.

Jeżeli chodzi o moją grę to w meczu z Gepardami zaliczyłem swoje pierwsze 2 hity w barwach Rawy. W obronie niestety nie czułem swojej pozycji (łącznik) i popełniłem łącznie bodajże 3 errory, z czego po jednym zszedł obieg. Generalnie w tym meczu było na odwrót w porównaniu z ostatnimi - szło mi nieźle w ataku, jednak w obronie było zdecydowanie gorzej. Nie mogę złapać odpowiedniego rytmu w tym sezonie, jednak wciąż się o to staram.

W drugim meczu grałem na 1 bazie, a potem na 2 bazie. Nie miałem za dużo roboty, to też nie było błędów. Natomiast w ataku było już słabiej. Jeden raz na bazie po errorze lewozapolowego, strikeout, drugi strikeout, jednak tym razem po otrzymaniu od trenera znaku "czekaj na wolną". Niestety pokazanie takiego znaku było dużym błędem, a ja zawsze powtarzałem, że gram dla dobra drużyny, więc wykonuję znaki trenera. Najbardziej jednak zły jestem na swoje ostatnie wejście na pałkę i groundball do drugobazowego. Przy 3 ballach machnąłem się na ballową piłkę i niestety "nie pykło".

Mimo wszystko z przebiegu meczy jestem całkiem zadowolony. Niestety kolejny turniej jest 24 maja i prawdopodobnie nie będę mógł na niego jechać... lub dojadę na drugi mecz. Wszystko się okaż wkrótce!


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ciężkie życie baseballisty w Polsce

W minioną sobotę, 26 kwietnia udało się rozegrać wojewódzki turniej baseballowy w Kutnie. Udział wzięły 3 drużyny z województwa łódzkiego: KSSP Bełchatów, Hornets Łódź oraz Kadeci Stal Kutno. Zwyciężyli gospodarze, którzy pokonali Hornets ponad 30:0 oraz bełchatowian 15:1. Drugie miejsce zajęli KSSP pokonując Hornets 26:3.

Pierwszy mecz z Hornets to była właściwie taka rozgrzewka. Nie chcę być jakiś złośliwy, ale nie chcę też owijać w bawełnę. Mecz stał na naprawdę żenująco niskim poziomie. Zupełny brak miotacza, w dodatku brak ludzi. W łódzkiej drużynie grali 2 młodziutcy gracze Kutna, a i tak była ich tylko ósemka. Dodatkowo jeden z tych maluchów miotał. Odbijaliśmy wszystko co było w zasięgu pałki.

W drugim meczu było już ciężko i przegraliśmy 15:1, choć mogło być lepiej. Może nie na zwycięstwo, bo byliśmy słabsi, ale mogliśmy przegrać jakieś 15:8. Niestety masa niewykorzystanych sytuacji w ataku. I niestety kadra, która pozostawia wiele do życzenia.

Z mojej strony mecze nie najlepsze. Na pałce w miarę, ale w końcu to byli "lajtowi" miotacze. Jako miotacz niestety już nie tak dobrze. Moje rzuty po prostu były odbijane, bo one nie są i nigdy nie były jakieś dobre. Na taką drużynę jak kadeci Stali, potrzebna była by nam bardzo dobra obrona, a tymczasem połowa naszego składu ostatni raz na treningu była w zeszłym roku.

I do tego zmierzam. Co tu trzeba zrobić, żeby jakoś zmobilizować ludzi do gry w baseball? Staramy się, umawiamy mecze, a potem mamy problem żeby zebrać skład. A osoby ze względu na które mecz był umawiany, aby się ogrywały, nie jadą? O co tutaj chodzi? Dlaczego w tym mieście tak trudno stworzyć drużynę z prawdziwego zdarzenia, która by wytrwale trenowała i walczyła z równymi sobie? Nie mówię o mistrzowskim składzie, bo aby coś osiągnąć w baseballu w Polsce to trzeba by było stworzyć drużynę t-balla i trenować dzieciaki od małego. Ja chciał bym tylko pewną pakę głodną zwycięstw.

Sezon 2014 w KSSP zapowiadał się fatalnie, potem mieliśmy mały przebłysk, ale teraz znów jest nieciekawie. Cieszę się, że udało nam się zagrać te 2 mecze. Kolejne być może jakoś na początku czerwca, a jeśli nie to dopiero pod koniec wakacji lub we wrześniu.

Życie baseballisty w Polsce nie jest usłane różami. Wysokie koszty sprzętu, do tego dochodzą koszty dojazdów na mecze, ale mimo to tyle osób trwa w swojej pasji, bo kocha ten sport. I bardzo się ciesze, że są tacy ludzie w tym kraju, którzy nie narzekają, a robią swoje. Bo tu nie chodzi o pieniądze, tutaj chodzi o coś więcej. O sens... o prawdziwy sens życia. I pomimo, że non-stop mamy kłody pod nogami, trwamy dalej i staramy się rozwijać ten niszowy sport.

Nietypowo dziś nieco ponarzekałem, ale nie martwicie się. To tylko dzisiaj tak wyjątkowo.

A przecież wystarczy się uśmiechnąć, założyć rękawicę i wybiec na boisko, poczuć lekki letni wiaterek i zapach skoszonej trawy, usłyszeć dźwięk piłki wlatującej do rękawicy i wtedy nic się nie liczy! Bo wtedy jesteśmy tylko My i Baseball.... nasz Baseball!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Falstart


Pierwsze mecze w polskiej lidze baseballowej w tym sezonie już za mną. Nie były całkiem udane w moim wykonaniu, choć bawiłem się świetnie. Pierwszy mecz wygraliśmy z Defenders Częstochowa 7:2. Drugi natomiast przegraliśmy 3:11, po całkiem zaciętym meczu. Gdyby nie jedna słaba zmiana, dalsza gra mogła by się potoczyć inaczej. Jeśli chodzi o obronę to był to mój najlepszy dwumecz w życiu. Grałem na 3 pozycjach. Cały pierwszy mecz jako drugobazowy (debiut jako drugobazowy) zaliczając kilka chwytów i ładnych podań. W drugim meczu większość spędziłem na 1 bazie, a na koniec wszedłem na łącznika. I tutaj również kilka odbić i bezbłędne zagrania. Gorzej było natomiast w ataku. Sam kontakt z piłką nie był problemem, problemem było czyste trafienie. Na 8 wejść na pałkę 1 wolna baza, 1 strike out, 1 raz na bazie po errorze, 1 kradzież oraz 5 odbić w aut. Generalnie - słabo. Choć liczę, że będzie lepiej.

Mimo mojej nie najlepszej gry już nie mogę doczekać się kolejnych meczy i tutaj pojawia się kolejny mały problem. Okazało się, że nasze badania są nieważne i musimy zrobić nowe u lekarza sportowego. Niby proste, a jednak nie do końca. Dodatkowo 26 kwietnia wraz z KSSP gramy w Kutniej turniej baseballowy, a niestety mamy problemy kadrowe. Mimo wszystko wierzę, że uda nam się zebrać te 9-10 osób. I na koniec jak wszyscy wiemy wystartowała Major League Baseball. Seattle Mariners po znakomitym początku dostali zadyszki i teraz przegrywają mecz za meczem...

Jak więc widać mały baseballowy falstart, ale wkrótce wszystko się wyprostuje!

Pełnych spokoju i radości
Świąt Wielkanocnych,
dobrego wypoczynku w rodzinnym gronie, 

dużo baseballowych wrażeń w tym sezonie,
oraz optymizmu, energii i nadziei na lepszą przyszłość.


życzy

#58 OsA

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Apetyt na baseball


Dwa tygodnie temu byłem na świetnym zgrupowaniu baseballowym w Żywcu. Tydzień temu rozegrałem swój debiutancki mecz w barwach Rawy Katowice. Był to jednocześnie mój pierwszy mecz na boisku w Rybniku. Ostatni weekend był jednak spokojny i... bardzo brakowało mi baseballu.

W tym sezonie póki co mam ogromny apetyt na baseball. Najchętniej grał bym non-stop z przerwą na jedzenie i spanie (bicie rekordu Guinnessa - piękne czasy). Dodatkowo ruszył sezon w MLB, więc parcie na baseball jest jeszcze większe. Po meczu z Silesią, rybniczanie zaproponowali kolejny sparing właśnie w miniony weekend. Mecz jednak się nie odbył, gdyż prawdopodobnie nie udało by się skompletować składu. W moim przypadku serce mówiło tak, ale mózg nie. Bardzo chciałem zagrać, ale wciąż borykam się z urazem mięśnia czworogłowego i ten mecz mógł by znów znacznie pogorszyć mój stan, a chcę się chociaż jako tako wykurować na dwa bardzo ważne mecze otwarcia w I lidze, które rozegramy 12 kwietnia.

Ostatecznie był to spokojny weekend i być może był mi taki potrzebny. Uświadomiłem sobie po raz kolejny, że baseball to moje życie. A teraz spokojnie odliczam dni do soboty. I nie ważne, że mam w ten dzień egzamin w szkole. Są drugie terminy i póki co mogę jeszcze sobie na to pozwolić. A przecież są rzeczy ważne i ważniejsze.