Czas na boiska nieco mniej reprezentatywne, ale co najważniejsze to boisko istnieje do dziś, przynajmniej na ten moment. Jedyne boisko baseballowe w województwie warmińsko-mazurskim. Dom drużyny Yankees Działdowo, która najlepsze czasy ma już za sobą, a drużyna seniorska prawdopodobnie już się rozpadła. Dopadła ich typowa klątwa małych miast, czyli po prostu zawodnicy wraz z końcem szkoły średniej porozjeżdżali się do większych miast do pracy lub na studia. Niektórzy wciąż grają, ale w innych klubach, a dla innych przygoda z baseballem się zakończyła. Tak wygląda rzeczywistość w sportach amatorskich. Boisko istnieje i było dopuszczone do rozgrywek w Polsce. Nasuwa się Wam pewnie pytanie: Dlaczego jest takie małe i pokraczne?
Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy się cofnąć w czasie. Wiele klubów zaczynało swoje istnienie dzięki pojedynczej osobie, która wymyśliła w szkole baseball. Tak powstawały uczniowskie kluby sportowe i tak powstali Yankees Działdowo (swoją drogą dość niefortunna nazwa drużyny). Wszystko za sprawą świętej pamięci Zdzisława Ziółkowskiego. Oczywiście wszystko zaczęło się od dzieci i w tym właśnie miejscu istniało boisko dla dzieci, które jest mniejsze i wymaga mniej miejsca. Ale z czasem te dzieci zaczęły dorastać i nagle potrzeba było boiska większego do normalnych rozgrywek. W Działdowie przerobiono więc to małe boisko dziecięce na duże i wyszło tak jak na załączonym zdjęciu satelitarnym.
W 2008 roku boisko to wyglądało tak:
Wracając jednak do samego boiska. Na prawo jest ok. 70 metrów do płotu. Na środku jest ok. 80 metrów. Na lewo jest ok. 90 metrów. W związku z tym, że odległość do płotu jest określona przez regulamin i 70 metrów to za mało, wybicie w prawo do pewnego momentu było po prostu odbiciem za 2 bazy. Jednak odległości to nie wszystko. Boisko ma więcej wad. Mała mączka o czym wspomniałem, bardzo bliski backstop przez co prawie niemożliwe było zaliczenie bazy domowej po przerzucie, ale przede wszystkim bardzo dużo nierówności. To już nie jest piękne i równe boisko baseballowe. Tutaj bardzo często piłka odbijała się w sposób nieprzewidywalny co czasami wypaczało wyniki meczy. Co więcej to właśnie na tym boisku byłem świadkiem otwartego złamania, którego nabawił się jeden zawodnik robiąc wślizg na drugą bazę. Straszliwy widok.
Działdowo zmagało się także (podobnie jak Wrocław) z falą wandali. Często boksy zawodników były pomazane sprejami. Pamiętam także jak graliśmy I Ligę to na prawym zapolu w strefie foul była metalowa mała trybuna. Bardzo niebezpieczne ułożenie, bo było to właściwie w polu gry i była o tym rozmowa z sędziami, ale generalnie w Działdowie na wiele rzeczy przymykano oko. Wiecie na zasadzie: chcecie pograć czy przyjechaliście po walkower? Wiadomo, że każdy chciał grać.
Paradoksalnie grałem w Działdowie dość sporą liczbę razy, bo kilka lat temu drużyna Yankees była jeszcze aktywnym klubem. Jeśli chodzi o logistykę to mam na boisko około 3,5 godziny drogi i to w większości drogami lokalnymi, ale lubiłem tam jeździć. Gdzieś te warmińsko-mazurskie bezdroża z drzewami w skrajni bardzo mnie relaksowały. Podejrzewam jednak, że to boisko za jakiś czas będzie już tylko wspomnieniem.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz